wtorek, 20 lutego 2018

Zimowi goście, czyli okiem ornitologa- amatora;)

Zimą, jak co roku, zaczynam dokarmiać ptactwo. I zaczyna się widowisko! Mój ogródek to niewielki kawałek ziemi pod blokiem, w mieście, więc na ptasie rarytasy nie ma co liczyć. Ale las niedaleko! Niestety, tuż obok obwodnica w budowie, dzieje się...Ale mimo to, ptaszki chętnie się stołują! Z doświadczenia w latach ubiegłych wiem, że najbardziej smakuje im słonecznik. Dałam więc sobie spokój z wszelkimi mieszankami (wyrzucały, wybredne bestie, wszystko co nie było słonecznikiem i zjadały tylko pestki!) więc workami kupuję na zimę ziarno słonecznika. Smakuje! I tak siedząc sobie na kanapie obserwuję ptasie zwyczaje.

w karmniku- bogatka i dzwońce

 Przedstawiam wam moich zimowych gości: najwięcej jest dzwońców, to ładne oliwkowe ptaszki z żółtymi wstawkami na skrzydłach i końcówce ogona. Pojawiają się stadkami, mniejszymi lub większymi. Często w towarzystwie sikorek. Z tych, najliczniejszą grupą są bogatki. Z roku na rok coraz mniej przylatuje modraszek...Kilka lat temu było ich całkiem sporo, teraz z rzadka...Coraz mniej też takich mniej popularnych sikor jak ubogie (bywały w moim ogródku), czy innych- nie do końca zidentyfikowanych;) Szkoda...
dzwoniec

sikorka modraszka

w stołówce

Te dwie grupy ptaków są najliczniejsze, ale mają inne zwyczaje jedzeniowe. Dzwońce zdecydowanie wygrywają w walce o pokarm, są waleczne, żeby nie powiedzieć agresywne...Sikorki mają z nimi małe szanse w dopchaniu się do ziarna. Dzwońce pożywiają się "na miejscu" czyli siedzą na gałązce i jedzą ziarenko po ziarenku, a sikory "na wynos"- podlatują, biorą ziarenko i odlatują na inną gałązkę, gdzie wydłubują ziarno z łupinki. Trzecie miejsce w dopchaniu się do karmnika mają mazurki. Też ich jakby coraz mniej z roku na rok...Owszem, bywają osobniki silne, które  nie dają się sikorom i dzwońcom, ale to wyjątki potwiedzające regułę;) Wszystkie opisane wyżej ptaszki są podobnej wielkości. I w tem, w tym roku patrzę, patrzę i co widzę? Widzę ptaszki nieco tylko mniejsze od wyżej wspomnianych, ale jakieś takie pasiaste na brzuszku. Hmmm czy one były wcześniej? Podobne do dzwońców, ale jakieś takie inne...Zauważyli je też i inni domowi obserwatorzy. To szukam, sprawdzam, co one za jedne? I tak mi wyszło, że to czyże! Ha! mamy więc nowych gości w ogródku! Cudownie! Przyjżałam się owym dokładniej. Są nieco mniejsze od dzwońców (sikorek i mazurków też), przylatują stadkami, najczęściej z rana. Mają jasne brzuszki wyraźnie kreskowane, poza tym ubarwienie trochę podobne do dzwońców- takie szaro-oliwkowe, żółte wstawki na głowie, skrzydłach, ogonie i kuperku. I te oto ptaszyny znalazły sobie jeszcze inną niszę, one chętnie siadaja na ziemi i wyjadają wszystkie ziarenka, które spadły lub zostały wyrzucone z karmnika. Są bardzo zwinne i baaardzo ciężko się je fotografuje (pisze to ja- fotograf amator). I to tyle jeśli chodzi o drobnicę.
czyż i bogatka 

dzwoniec zmonopolizował butelkę, bogatka czeka na okazję, a czyż w kolejce

nic sie nie zmarnuje
sikora bogatka


czyż i jego paskowany brzuszek

Teraz opowiem o większych ptaszkach. Drugi rok mamy stale stołujące się grubodzioby. Są piękne! Jest parka, widziałam jednocześnie dwa, choć z reguły pojawiają się pojedynczo. To pięknie wybarwiony ptak, sporo większy od poprzednich i to on rządzi jak pojawi się przy ziarnie. Inne nie mają szans. No może, w chwilach nieuwagi jakaś sikora chwyci ziarenko i czmychnie na inną gałązkę. Z tego co obserwuję (siedząc wygodnie na kanapie) to wraz z grubodziobem pojawia się wyżej wspomniana drobnica- coś jakby obstawa...Nie wiem, może on jednak towarzyski jest, może lubiany przez maluchy... Z grubodziobem zagęszcza się na jabłonce! Cieszę się z jego stałej obecności w moim ogródku! Też go lubię! I liczę, że jeszcze niejedna wspólna zima przed nami!
grubodziób i mazurek

dobra, spadaj mały!

ten sam osobnik

z bogatką w tle

tak sobie często patrzymy w oczy...

grubodziób z obstawą dzwońców

Lubię też jeszcze jednego jegomościa, który od kilku lat pojawia się na chwilę. To pospolity kos! A ten z mojego ogródka pojawia się tak mniej więcej w środku zimy i posila aronią, którą zostawiam mu na krzaczku. Dziwię się trochę, ale mało amatorów na owoce aronii ( i całe szczęście, zostaje na dżemy i soki). Zawsze najładniejsze, najsłodsze i najbardziej wyrośnięte owoce zostawiam na krzaku ptakom. No dobra, prawda jest taka, że nie sięgam coby zerwać;) I ten kos przylatuje i sobie wyjada przemrożone owocki. Pojawia się na dzień, lub kilka i odlatuje. Kosa też lubię!
kos na aronii



tak zajada owoce

 Zjawia się drozd kwiczoł. Sam lub z większą grupą. Drozdy też nie wzgardzą aronią, ale nie żeby jakoś specjalnie się na nią rzucały, ot z braku laku...Bardziej smakuje im głóg, a dokładnie jego owoce- te znikają szybko. Drozdy mało płochliwe, jakieś takie jakby zaspane...dają się podejść z aparatem! To w nich lubię:)
zastanawia się, którą wybrać...

dobra, niech będzie ta!

mieści się w dziobie! Jest dobrze!

to może jeszcze ta!

ale pazurki to nie obcięte...

tak się puszy. Ze szczęscia, czy z zimna?
i całe stadko na ogromnej  gruszy nieopodal

Idąc dalej rozmiarem moich zimowych gości przedstawiam wam kolejnego- sójka! Jest całkiem spora, a dobiera się do butelki z pestkami dla maluchów. Po takiej wizycie butelka często ląduje na ziemi, to ganiam sójkę od pestek! Niech szuka sobie czegoś stosowniejszego do swoich gabarytów!
uda się dziś?

małe co nieco

I na koniec, z lekką niechęcią, ostatni już skrzydlaci bywalcy mojego ogródka-gołębie...Po raz pierwszy w tym roku ośmieliły się wlecieć na "mój teren". Do niedawna trzymały się grzecznie za bramką. Aż tu pewnego dnia- patrzę, są! No nie powiem, że to moi ulubieńcy, bo wiadomo...(czy nie?). Ale w końcu to też ptaki, też chcą jeść, to niech jedzą. I co ciekawe, po ogródku poruszją się "na piechotę", chodzą, krążą i wydziobują ziarenka z ziemi. Zazwyczaj są trzy sinoniebieskie i jeden ciemny, prawie czarny. I też nie mają lekko, te silniejsze osobniki ganiają inne po ogródku- ciekawe to widowisko, trochę zabawne, choć dla gonionego pewnie mało śmieszne...


I to już całe towarzystwo, które chciałam przedstawić. Mam nadzieję, że odwiedzających ptaszków  było, jest i będzie więcej, tylko ja ich nie zauważyłam, a może zauważyłam, ale już zapomniałam, bo, na przykład, nie umiałam zidentyfikować...Tak czy inaczej, fajnie jest mieć ogródek pod blokiem, bo od wczesnej wiosny aż do zimy zachwycam się florą, trochę się gimnastykuję przy kopaniu, sadzeniu, pieleniu, ale to kocham! No a zimą mam nieustanne przedstawienie z fruwającymi gośćmi w roli głównej, i to wszystko z perspektywy wygodnej kanapy!:)

8 komentarzy:

  1. Jestem pod wrażeniem. Ptaków jak w lesie. Piekne i do pozazdroszczenia. U mnie zima na razie najwięcej sikor mazurkow sojek i srok :) ale licze ze bedzie tak jak u Ciebie :) cuuuudownie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie, będzie! Ty masz las wokół to tylko kwestia czasu :)

      Usuń
  2. Piękne! Najbardziej zazdroszczę drozda :) ale i tej różnorodności. Lubia Twoj ogrodek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. póki co, nie moge narzekać, jest ptactwo jak tylko przymrozi :)

      Usuń
  3. Taki mały karmnik, a tyle radości. Ptaszyska się cieszą, że ludź się zlitował i sypnął ziarnem. I człowiek się uśmiecha widząc małe puchate stworzonka, które pałaszują pyszne smakołyki. Jak niewiele trzeba, żeby poczuć się szczęśliwym stojąc z kawą w oknie, delikatnie zzerkając zza firanki na naszych mnieszych, pociesznych przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to wszystko świeta prawda! zachęcam do podobnych doznań!

      Usuń
  4. Ach, jak się miło czyta o ptaszynach..., a do tego cudne zdjęcia Moniko.
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń