Relację florystyczną z pobytu w regionie Campania we Włoszech zacznę od końca. Od końca, bo to ostatni dzień naszych wojaży i tak naprawdę od końca, bo na koniec powinnam zostawić wisienkę. A Ravello i jego dwie wille z ogrodami to z pewnością wisienka na torcie przepięknego wybrzeża Amalfi.
Miasteczko położone na wysokości 365 m.n.p.m. więc albo piechotą po schodach, tysiącach schodów, albo autobusem. My wybraliśmy drugą opcję. Pogoda nie zapowiadała się najlepiej, więc uzbrojeni we wszystkie ciepłe warstwy ruszyliśmy w prawie 2 godzinną podróż autobusem po skrajnie ekstremalnych (jak dla mnie) drogach do Ravello. Najpierw z Salerno do Amalfi, a tam przesiadka do Ravello. Wrażenia niezapomniane. Jak się nie ma choroby lokomocyjnej to najlepszy sposób żeby dostać, a jak ktoś ma, to współczuję... Widoki jak w Raju, z jednej strony przepaść i morze, z drugiej skały. Zakręt za zakrętem, zmiany wysokości. Były i odcinki, gdzie dwa auta się nie mieściły, więc trzeba było poczekać na światłach. Mijanki autobusów to mistrzostwo świata, szorowały się lusterkami...ale jechały, jeden za drugim. A w autobusie gwarno, wesoło, radośnie! Włoski temperament w 100 procentach!
Ale wracam do Ravello! I jego uroku. Szczerze mówiąc po tygodniowym pobycie na wybrzeżu Amalfi myślałam, że już nic mnie nie zachwyci bo widziałam już wszystko co najpiękniejsze. O, jakże się myliłam! Pierwsze wrażenia to obecność nasadzeń roślinami jednorocznymi, czego nie ma w innych, jakże turystycznych miejscowościach, nie mówiąc o Neapolu. Pogoda dopisała, było słońce, choć chłodek dawał o sobie znać. Pierwsze miejsce jakie obejrzeliśmy to Katedra z XI w. Przepiękna ambona z mozaiką, relikwia św. Barbary.

Główne atrakcje miasteczka to słynne wille. Zaczęliśmy od Willi Rufolo. Było pięknie, słynne widoki, które widnieją przy każdej wzmiance o Ravello. Willa pochodzi z XIII w. i ma bogatą historię. Otóż sam Boccacio opisał historię willi i jego właściciela w "Dekameronie" w 1353r. To jeden z droższych i ekskluzywniejszych domów na wybrzeżu Amalfi. Sir Francis Neville Reid, szkocki botanik w 1851r. wykupił zrujnowaną willę, odnowił część mieszkalną i ogród. W 1880r. Wagner, zauroczony miejscem, dokończył tu operę Parsifal, nad którą pracował już od dwóch dekad. Takie to miejsce! Mówi się, że duch Wagnera jest tu obecny, na corocznym festiwalu muzycznym! Są to koncerty na scenie budowanej na jednym z tarasów ogrodowych, z widokiem na bezmiar Morza Tyrreńskiego...
Zanim trafiliśmy na tarasy ogrodowe to zwiedziliśmy jedną z wież, a w niej pełnia multimediów: mówiące posągi, szemrzące wodospady pojawiające się na ścianie, otwierające się nagle wirtualne bramy do ogrodów- pełna magia...Był rzeczony już Sir Reid, który opowiadał o swoim zauroczeniam miejscem i o tym, jak wszedł w posiadanie willi. Bardzo nowoczesne, wręcz szokujące, ciekawe nie tylko dla dzieci!
A potem to już były tylko westchnienia zachwytu! Oczom ukazało się cudo...Pięknie, kolorowo, a przede wszystkim widoki zapierające dech! Ja oczywiście starałam się napatrzeć na wszystkie, no prawie, roślinki. Moc kwiatów jednorocznych, w tym roku to surfinie, kilka rabat z goździkami i obłędne pnącza...Ale z tego co widzę na zdjęciach, choćby oficjalnej strony www.ravello.com, to co roku są to inne rośliny! Są mini fontanny porośnięte bujną roślinnością, z kijankami i rybkami i inne piękności!
Wyszliśmy zachwyceni miejscem i postanowiliśmy poszukać Informacji Turystycznej, ot tak, dla zasady ;) A ta oddalona od centrum ok. 600 m, więc spacerowaliśmy wąskimi uliczkami pełnymi sklepów z boską ceramiką, której tu wszędzie moc! To mój kolejny zachwyt! Wszystkie numery domów, drogowskazy są ceramiczne!
W sklepach dostawałam oczopląsu i wychodziłam chora...z miłości do zawartości sklepów!
Tymczasem zaszło słońce, a my znowu urokliwymi uliczkami maszerowaliśmy do kolejnej willi. Ja, szczerze mówiąc, myślałam, że Ravello to ja już widziałam, bo był słynny widok kojarzony z miasteczkiem. O Willi Cimbrone nic nie wiedziałam. A to tu doznałam absolutnego zachwytu, wręcz katharsis! Zaczęło się w drodze:
 |
| winnica, na samą myśl horyzont się chwieje ;) |
 |
| czyjeś podwórko |
 |
| rzut oka na Willę Rufolo |
 |
| to pnącze, które czaruje w Willi Rufolo, ostatnio widziałam do kupienia w Leroy Merlin :) |
 |
| Restauracja do której nie zaszliśmy, zgadnijcie dlaczego? ;) |
 |
| to też restauracja, i tu nie zjedliśmy obiadu... |
Potem wejście ze starymi, drewnianymi drzwiami. Dobrze się zapowiada!
Jest i słynny pies z pompejskiej mozaiki.
 |
Cave canem- strzeż się psa (łac.)
odpowiednik współczesnego "uwaga zły pies" sprzed 2000 lat
Oryginalna mozaika w Muzeum Archeologicznym w Neapolu. |
Naprawdę nie pamiętam, kiedy mnie ostatnio przytkało z zachwytu. Wróć! pamiętam- kilka dni wcześniej na Ścieżce Bogów, ale o niej innym razem. Krużganek jaki się ukazał zachwycił mnie całkowicie, miałam wrażenie, że się wręcz unoszę...Cudo! popatrzcie sami...
 |
| koładka |
I reszta ogrodu, niezwykle zadbana (co raczej nie jest standardem w tych rejonach), może dlatego, że sama willa to 5 gwiazdkowy hotel, zamknięty do zwiedzania. Zwiedza się tylko ogród, ale wierzcie mi, wystarczy! Willa pochodzi z XIw., odrestaurowana wraz z ogrodem na początku XX wieku przez brytyjczyka Lorda Grimthorpe. Dziś to wymarzone miejsce na ślub (podobno organizują na Tarasie Nieskończoności), czy miesiąc poślubny. Hmm, ciekawe kto może sobie na to pozwolić? Wiem! Sławni i bogaci:) albo przynajmniej bogaci...
Wielu sławnych odwiedzało to miejsce, już ok. 100 lat temu. po odnowieniu przez Grimthorpe, upodobała je sobie londyńska bohema. Gościli tu: Virginia Woolf, J.M. Keynes, Henrik Ibsen, D.H. Lawrence i inni znamienici i możni tego świata: Greta Garbo, Igor Strawinsky, Tennesse Williams, Winston Churchill, Ingrid Bergman, Roberto Rossellini, Federico Fellini, John Kennedy, Paul Newman, Steve Jobs i JA:)
Jak przystało na ogród renesansowy jest w nim główna oś ogrodu, nie brakuje rzeźb, są fontanny, bindaże, nympheum. Niestety, aura się zmieniła, nie ma słońca, aż się boję jakbym przeżyła wizytę w tym ogrodzie w blasku słońca...I tak jest cudownie!
 |
| taką alejką dochodzimy do Tarasu Nieskończoności |
 |
| Bindaż uformowany z wisterii, wiszą już przekwitnięte ogonki kwiatowe, oczyma wyobraźni widzę tą aleję 2 tygodnie wcześniej :) |
 |
| aleja główna ogrodu, wzdłuż niej murek, na nim ławy i estetyczne kosze na śmieci |
 |
| aleja zakończona Tarasem Nieskończoności, nazwa oddaje wszystko... |
 |
| widok z tarasu w dół- gaje cytrynowe na zboczach i pobliskie miejscowośći |
 |
| a tam jak okiem sięgnąć jest gdzieś Salerno, w którym mieszkaliśmy |
 |
| na tarasie posągi z białego marmuru (trochę już przybrudzone;) |
 |
| kawiarenka ogrodowa |
 |
| altana, zapewne pełniła funkcje nympheum (miejsce poświęcone kultowi nimf) |
 |
| oto rosarium, czujecie zapach? |
 |
| salon herbaciany, taka współczesna altana ;) |
 |
| aleja lawendowa, jeszcze w pąkach, też uruchamiam wyobraźnię, tym razem na 3 tygodnie do przodu :) |
 |
| rzut oka na willę, obecnie hotel |
 |
| ukryta aleja hortensjowa, w fazie kwitnienia zapewne obłędna |
 |
| studnia |
 |
| Zwycięski Dawid- kopia rzeźby Donatellego (oryginał w Muzeum Narodowym we Florencji) |
Informacje zaczerpnięte ze wspomnianej wyżej oficjalnej strony Ravello. Zachęcam do zajrzenia na nią, są tam piękne zdjęcia miejsc, do których ja nie dotarłam! Zdjęcia moje, wykonane telefonem- temu niedoskonałe, w biegu- dlatego czasem horyzont się chwieje;)
Ostatnie zdanie: Jeśli kiedyś będziecie w pobliżu, nie możecie pominąć!
Piękny spacer Moniko... Ażurowa studnia robi wrażenie... Już nie muszę tam jechać, wszystko pokazałaś ;)
OdpowiedzUsuńSerdeczności od Kasi :)
Widoki piękne, kwiaty piękne i tylko pozazdrościć wyprawy :) ja na jednym ze zdjęć wypatrzyłam przepiękną doniczkę ceramiczną malowaną w kwiaty, ech.... chciałoby się mieść :)
OdpowiedzUsuń