poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Przedwiośnie na Fuerteventurze


Zrobiło się kolorowo:  zielono, żółto,różowo,biało! Jest pięknie! Ale końcówka lutego to u  nas jeszcze szaro,  buro, potrafi być zimno, wietrznie, a nawet całkiem zimowo. W tym wyjątkowym roku przełom lutego  i marca spędziłam na Fuerteventurze- wyspie w archipelagu Wysp Kanaryjskich.  To dobre miejsce na spędzenie  urlopu,  sezon  turystyczny trwa tam  okrągły rok, ze  względu na 
sprzyjający klimat :) Jeśli ktoś chciałby zwiedzić wyspę, to pora wczesnowiosenna jest idealna- ok 20 stopni, słońce, czasami silniejszy wiatr. Tydzień w zupełności wystarcza  na obejrzenie wyspy,  dla dociekliwych pewnie byłoby mało, ale da się! 
Wyspa  jest wulkaniczna, piszą, że  nie  ma tam gór,  co mnie trochę dziwi- dla mnie są ;) w dużym stopniu pustynna. Roślin tam  niewiele, głównie sukulenty i kaktusy. Ale krajobrazy urzekające! Popatrzcie sami!
Bezkresne plaże o złotym piasku 


I plaże z czarnym, wulkanicznym piaskiem 



Urwiska, klify i bryza z rozbijających się fal











Fuerteventura jest bardzo popularna wśród  surferów i  kite-surferów 



Typowy krajobraz wyspy




















Roślin za dużo tam nie ma,  co nie znaczy,  że nie ma wcale! Większość to endemity. Znalazłam takie oto:



























Popularna atrakcja turystyczna- rejs na  pobliską, bezludną wyspę Isla de Lobos. Jest to park narodowy, jeden  z pierwszych obszarów Wysp Kanaryjskich  objętych ochroną. Popłynęliśmy nawet statkiem ze szklanym dnem, żeby obserwować podwodny świat. Inaczej to sobie wyobrażałam,  no ale cóż, komercja...Za to wyspa świetna,  zupełnie inna, pełna  roślinności, trochę przypomina park el Teide na  Teneryfie o którym piszę tutaj. Jest plaża,  jest wulkan na który można wejść i szlak  dookoła wyspy.  Mnie urzekła roślinność:

















Kilka ciekawych budowli kanaryjskich: 
XVIII wieczny kościół w La Oliva


Casa de los Coroneles-  Dom Pułkowników ,  La Oliva

Wiatraki w okolicy La  Oliva


Pogańscy władcy wyspy, guanczowie, Ayos i Guize

Betancuria


Museo del Queso Majorero, Antigua
Nie można nie wspomnieć o zwierzakach- wszędobylskie wiewiórki, pręgowce marokańskie, które są tam intruzami zawleczonymi  z Maroka w latach 60-tych. Widzieliśmy wiele znaków zakazujących dokarmianie i mnóstwo turystów ignorujących ten zakaz. Wyglądają uroczo, jednak ich nachalność i liczebność bywa  traumatyczna ;) Nie dadzą zjeść kanapki,  niemalże wyrywając z ręki...



Podobnie z krukami.  Chętnie zbliżają się do ludzi i kraczą "daj ciastko"!

Dwa symbole Fuerteventury: kozi  ser i produkty z  aloesu.  Kozy to chyba jedyne zwierzęta hodowlane, maja tam ich kilkanaście ras. Po ser zajechaliśmy do producenta, na tamtejszą wieś. Już myśleliśmy, że nie trafiliśmy, sklepik niepozorny w gospodarstwie, ceny bardzo dobre, ser też! 



Plantacje aloesu są powszechne, sklepy firmowe też. Podjeżdżają  tam całe  autokary turystów  na zakupy, nam się nie złożyło.  Ale aloes  ładny :)




I na koniec pokażę kanaryjski  skansen, bardzo urokliwy, podobał się nam!













Podsumowując,  pobyt uznajemy za bardzo udany! Wyspa, choć mocno pustynno- wulkaniczna jest urokliwa! Sezon w pełni pomimo pory przedwiosennej, ale turystów umiarkowana ilość! Na plażowanie jeszcze chyba trochę za wcześnie, ale na zwiedzanie zakamarków wyspy w sam raz! Polecam!

2 komentarze:

  1. Dziko i pusto, pięknie. Żeby tak cały czas było na tych wspaniałych plażach...

    OdpowiedzUsuń